Vestmannaeyjar — wyspy splamione krwią i lawą - Steem-Hikers

Vestmannaeyjar — wyspy splamione krwią i lawą

IX wiek. Ingólfr Arnarson, praojciec islandzkiego narodu, od ponad roku buduje na nowo odkrytym lądzie osadę nazwaną Reykjavík. W trudach zasiedlania nieprzyjaznych terenów towarzyszy mu jego brat Hjörleifr. P...

4 months ago, comments: 6, votes: 130, reward: $5.72

IX wiek. Ingólfr Arnarson, praojciec islandzkiego narodu, od ponad roku buduje na nowo odkrytym lądzie osadę nazwaną Reykjavík. W trudach zasiedlania nieprzyjaznych terenów towarzyszy mu jego brat Hjörleifr. Pewnej nocy Hjörleifr zostaje zamordowany z rąk niewolników pochodzenia gaelickiego, których to sprowadził na Islandię. Ci, chcąc uniknąć kary, uciekają na bezludne wyspy położone na południu. Nie długo udało im się uniknąć gniewu Arnarsona – mściwy brat wytropiwszy zbiegów zabił wszystkich, co do jednego. W taki sposób zapisały się pierwsze ciemne karty historii Vestmannaeyjar, czyli wysp "ludzi zachodu", którym to określeniem nazywały Galeów ludy nordyckie.

Autor: @saunter

Wyspy Vestmannaeyjar (znane także jako Westman Islands) to archipelag 15 wysp, w tym jednej zamieszkałej, położony jakieś 150km od stolicy Islandii. Do miasta noszacągo te samą nazwę co archipelag, lecz położonego na wyspie Heimaey ("Wyspa dom") można dostać się promem, który pływa codziennie z miejsca niedaleko głównej drogi obiegającej Islandię. Na Vestmannaeyjar można także dolecieć samolotem. Na samoloty nas nie stać, więc z Czarkiem wybraliśmy naszą niezawodną Yariskę. Po drodze zabieramy dwie autostopowe przybłędy - Annę i Natalię (od niedawna na Steemie pod nickiem @fuera!). Choć ich autostopowość trochę oszukana, bo byliśmy wcześniej umówieni na te przygarnięcie. Niemniej dziewczyny przemierzają świat w taki sam sposób jak my.

Na promie można było znaleźć osobną salę, gdzie puszczano Przyjaciół.

Trzydziestominutowy rejs promem sam w sobie gwarantował wysokie doznania estetyczne. Zanim dotrzemy na Heimaey możemy nacieszyć oczy trzema wyspami.


Elliðaey – wyspa, o której chodziły plotki, że w 2000 roku ówczesny premier Islandii pragnął ją podarować Björk w podzięce za jej zasługi na rzecz promowania Islandii na świecie. Pomysł został zarzucony po ostrej reakcji Islandczyków. W rzeczywistości chodziło o zupełnie inną wyspę o tej samej nazwie, znajdującą się w innej części Islandii. Widoczny na zdjęciu budynek to domek myśliwski.

Dramatyczna historia początków osadnictwa Vestmannaeyjar to nie wszystko. W 1627 roku Ottomani dotarli do południowej Islandii w celu "pozyskania" nowych niewolników. Dokonali tego berberyjscy piraci z Algerii i Maroka pod przywódctwem... "sturkizowanego" i nawróconego na Islam Holendra Jana Janszoona van Haarlem. 16 lipca tego roku dotarł on do Wysp Ludzi Zachodu. Prze trzy dni plądrowali oni wyspy, zabijając kilkadziesiąt Islandczyków, a porywając ich ponad dwustu! Większość z porwanych do końca życia służyło jako niewolnicy w Algerii, jednak niektórym udało się wyrwać lub zostali wykupieni. Wśród nich był Ólafur Egilsson, który wrócił na Islandię i spisał swoje doświadczenia tych tragicznych wydarzeń.


Anna. 1/2 bloga Karły dotarły

Stanąwszy na lądzie ukazał nam się widok uroczego islandzkiego miasteczka opatulonego piętrzącymi się wokół górami wulkanicznego pochodzenia.

Islandzka policja zawsze wie gdzie stanąć. W sercu miasta, czyli pod państwowym sklepem alkoholowym. Swoją drogą "policja" po islandzku to lögreglan. Słodko, prawda?

Na Vestmannaeyjar można uświadczyć jedną z największych populacji maskonurów na Islandii. Niestety, podczas tego wyjazdu jedyne maskonury, które udało nam się zaobserwować, to te na drogowskazach...

Chcąc zdążyć na ostatni prom powrotny, mieliśmy tylko kilka godzin na zwiedzanie wyspy. Postanowiliśmy więc wejść na jeden z wulkanów, by zobaczyć panoramę miasta i archipelagu. W tym miejscu przechodzimy do kolejnych ciemnych kart historii Vestmannaeyjar. Od zawsze był to rejon niezwykle aktywny wulkanicznie – zawiera w sobie około 80 wulkanów, których większość znajduje się pod powierzchnią wody. W południowej części archipelagu w 1963 roku nastąpiła erupcja, która skończyła się dopiero w 1967 i wyłoniła na powierzchnię zupełnie nową wyspę nazwaną Surtsey (od Surtra, nordyckiego boga ognia). Wyspa ta od początku jej powstania jest objęta badaniami różnych naukowców nauk przyrodniczych i jest pod ścisłą ochroną – można ją oglądać wyłącznie z powietrza, jeżeli nie ma się specjalnej przepustki. Od 2008 jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO.


Narodziny Surtsey. Źródło: Wikipedia

Jednak to 1973 rok przyniósł katastrofalne w skutkach wydarzenia dla Islandczyków. 23 stycznia znienacka rozpoczęła się erupcja Eldfell, która zniszczyła połowę miasta Vestmannaeyjar. Ludność została ewakuowana. a w tym czasie lawa zniszczyła ponad 400 domostw. Rozpoczęto szeroko zakrojoną akcje chłodzenia lawy wodą morską. Walka z żywiołem była relacjonowana na całym świecie. W wyniku erupcji wyspa urosła aż o 20%! Kilka lat zajęła odbudowa szkód i ponowna migracja ludności na wyspę. Wydarzenie to odbiło się głębokim piętnem na mieszkańcach wyspy, ale miało też pozytywne skutki – produkty wybuchu wulkanicznego wykorzystano do rozszerzenia pasa startowego lotniska, a przymusowa przeprowadzka na główną wyspę Islandii pozytywnie wpłynęła na wykształcenie młodych ludzi. Jest to też zdarzenie, które do dziś przyciąga turystów, takich jak my. Dziś można ze szczytu można podziwiać Vestmannaeyjar, gdyż jest to jeden z najwyższych punktów w okolicy. Postanowiliśmy się tam wspiąć.


Źródło: Wikipedia


Krótki filmik pokazujący erupcję Eldfell

U góry czekały na nas różnorodne cuda i dziwy atmosferyczne. Słońce z deszczem, tęcza i klasyczny, islandzki wiatr.

Na szczycie przysiedliśmy pod czerwoną skałą i tak jak zmęczeni Hobbici jedli lembasy, tak my wypiliśmy małpkę wódki i po piwie, które któraś z dziewczyn nagle wyczarowała z plecaka. Ogrzewani od środka zaczęliśmy zmierzać z powrotem na prom, lecz jeszcze jedno wariactwo ukazało nam się przed oczami. Idąc sobie pustą, senną ulicą Vestmannaeyjar, zobaczyliśmy coś w stylu transformersa anorektyka zbliżającego się z narastającą prędkością w naszą stronę.

Tajemnicza postać przystanęła przy nas i rzekła:

– Widzę po waszych uśmiechach, że też chcecie spróbować!

No i spróbowaliśmy! A nie było to łatwe. Chłopak zamówił to ustrojstwo na eBayu i przed chwilą rozpakował, szło mu jednak znacznie lepiej niż nam. Nic dziwnego, zdawał się mieć gen szaleństwa w sobie, widać to było w jego oczach.


Gdy każdy z nas popróbował i poprzewracał się raz czy dwa, Islandczyk ponownie włożył swoje siedmiomilowe buty i odsprężynował w siną dal, zadziwiając mijanych kierowców. My natomiast wróciliśmy na mainland i udaliśmy się na spotkanie piwne z autostopowiczami okupującymi miejscowość Vík í Mýrdal, a całą następną noc moczyliśmy nasze tyłki w ciepłych źródełkach...






Autostop podróże napędzane Steemem!



Pierwotnie opublikowano na Steem-Hikers. Blog na Steem napędzany przez ENGRAVE.


You can login with your Steem account using secure Steemconnect and interact with this blog. You would be able to comment and vote on this article and other comments.

Login with Steemconnect

Reply

Comments

No comments