Trzy aparaty analogowe i dziewięć klisz. Islandzkie fiordy zachodnie raz jeszcze

Z Islandią się już pożegnaliśmy, ale została jeszcze jedna przygoda do pokazania. W kwietniu odwiedził mnie mój przyjaciel Wojtek wraz ze swoją wybranką Barbarą, która współtworzy blog ...

5 months ago, comments: 8, votes: 76, reward: $3.60

Z Islandią się już pożegnaliśmy, ale została jeszcze jedna przygoda do pokazania. W kwietniu odwiedził mnie mój przyjaciel Wojtek wraz ze swoją wybranką Barbarą, która współtworzy blog Przeminęło z kadrem. Przywieźli ze sobą coś, co niezmiernie uradowało mą duszę – trzy aparaty analogowe i dziewięć filmów. Sam ich przyjazd mnie niezmiernie ucieszył, ale możliwość pofocenia analogiem była świetnym prezentem z ich strony!

Autor: @saunter

Wpis ten nie będzie typowy, ponieważ zdjęcia nie będą prezentowane chronologicznie. Zamiast tego będzie on ustrukturyzowany wedle aparatów i klisz. Zachowam dzięki temu spójność, a przy okazji będziecie mogli zobaczyć te same miejsca w zupełnie różnych ujęciach. Myślę, że wybrane i zestawione zdjęcia świetnie pokazują, jak bardzo różnorodna może być fotografia analogowa i jak wiele zależy od materiału, na którym zdjęcie jest robione, ale także od aparatu i przede wszystkim obiektywu. Autorami zdjęć jesteśmy ja, Wojtek i Basia. Posługiwałem się głównie MJU, więc większość zdjęć z tego aparatu jest moja, z innych klisz tylko kilka.

O większości z tych miejsc mogliście przeczytać już w moich poprzednich wpisach o "Westfjordach", tu, tu, tu i tutaj. Także z wyjątkiem jednego miejsca, które widziałem po raz pierwszy i o którego historii warto wspomnieć, nie będę się za bardzo rozpisywał. Wypożyczonym autkiem pomknęliśmy także w okolice jeziora Myvatn i Akureyri, o których pisałem tutaj. Szczęśliwie do wyprawy dołączył Czarek, dla którego był to drugi raz na fiordach zachodnich (choć widzieliśmy je niezależnie).

No to jadymy!

Olympus MJU I


Ilford Pan 400

img402.jpg

Relaks w licznych ciepłych źródłach to jedna z przyjemniejszych aktywności na fiordach zachodnich :)

img407.jpg

img408.jpg

Strasznie zapragnąłem podczas tego wyjazdu porobić trochę zdjęć w małych, zapyziałych islandzkich wioskach. Odwiedziliśmy takich kilka, z których najfajniejsze były te, gdzie trzeba było odbić od głównej drogi okrążającej półwysep – Bolungarvík, Suðureyri i Flateyri. I wcale zapyziałe nie były – wręcz przeciwnie, były niezmiernie urocze! A może wyjątkowo łaskawa dla nas pogoda nadawała im taki czar?

img410.jpg

Kodak Color Plus 200

img635.jpg

Látrabjarg! Maskonurów po raz kolejny nie uświadczyłem, cóż, klątwa nadal działa.

img639.jpg

Kodak Gold 200

91760002.jpg

Chyba tylko dzięki niemal zupełnym braku owadów na wyspie można w ten sposób suszyć ryby. Jeden z fajniejszych islandzkich przysmaków.

91760007.jpg

91760009.jpg

91760012.jpg

Dochodzimy do miejsca, o którym chciałem się trochę rozpisać. Jest to znajdujące się w odległej, wysuniętej skrajnie na zachód wiosce Selárdalur muzeum rzeźbiarza Samúela Jónssona. Właściwie ciężko to nazwać wioską, ponieważ oprócz paru domów i muzeum nie ma tam nic. Droga prowadząca do Selárdalur jest żwirowa, pełna dziur czyhających na nieuważnego kierowcę. Mozolną jazdę wydłużał dla moich gości fakt, że nie wiedzieli gdzie jedziemy. Postanowiłem zrobić im niespodziankę, ponieważ jako fani Sigur Rós znają "na wylot" ich przepiękne DVD pod tytułem Heima, co oznacza po prostu "w domu". Sigur Rós w ramach tego DVD zrobili trasę po Islandii, grając w ciekawych, wyjątkowych, często odludnych miejscach. Jednym z tych miejsc było właśnie nieskończone muzeum Samúela Jónssona. Słońce miało się ku zachodowi, droga była długa, my byliśmy już zmęczeni po całym dniu wrażeń, więc zapuściliśmy z Czarkiem jedną z płyt zespołu i delektowaliśmy się smakiem nadchodzącej niespodzianki.

No dobrze, ale oprócz naszej wartości sentymentalnej, fascynująca jest historia Samúela Jónssona. Otóż muzeum to to miejsce, w którym mieszkał i gdzie znajdują się rzeźby, które tworzył całe życie. Jego historia była mi znana przed wyjazdem, ale część uzupełniło nam małżeństwo, któremu pomogliśmy w pobliżu z targaniem kredensu.

Samúel Jónsson był ekscentrycznym artystą, zajmującym się przede wszystkim rzeźbą oraz malarstwem. Urodzony w 1884 żył trudami biednej wtedy Islandii. Podobno nie słynął z inteligencji, przez całe życie nie garnął się do pracy, tułaczka na roli nie bardzo mu wychodziła. Poślubił zatrudnioną przez siebie gospodynię, z którą miał trójkę dzieci, jednak każde z nich zmarło we wczesnym dzieciństwie. Od zawsze był odludkiem i nie miał zbyt wielu przyjaciół. Od zawsze za to kochał tworzyć i spędzać czas w przyrodzie. Gdy przyszedł czas na emeryturę, w końcu mógł w pełni i spokoju oddać się wyłącznie twórczości.

91760023.jpg

Samúel tworzył sztukę prostą, naiwną. Nigdy nie miał żadnego wykształcenia artystycznego, był całkowitym samoukiem. Jego rzeźby promienują dziecięcą wrażliwością. Nazywany był zresztą "artystą o dziecięcym sercu" ("listamaðurinn með barnshjartað"). Używał prostych, pastelowych kolorów, a z materiałów przede wszystkim beton. Tworzył z czystej radości tworzenia. Podobno stworzył przepiękny ołtarz dla pobliskiego kościoła, który go jednak nie mógł przyjąć, gdyż istniejący ołtarz również był stary i wartościowy. Samúel więc wybudował swój własny kościół, co zajęło mu trzy lata, a wokół swojego domu postanowił zrobić otwartą galerię sztuki na powietrzu. Wszystkie prace wykonywał ręcznie, bez elektryczności i żadnych maszyn. W drewnie stworzył nawet miniaturę Bazyliki św. Piotra, opierając się wyłącznie na pocztówce, gdyż nigdy nie był zagranicą.

91760024.jpg

Na starość zaczął tracić wzrok. Gdy jego widzenie słabło, postanowił oznaczyć dużymi, białymi muszlami ścieżkę z jego domu na plaże, tak by mógł nadal czerpać stamtąd piasek na beton dla swojej twórczości. Zmarł w 1969 roku, nie nigdy nie osiągnąwszy sławy. Dopiero po jego śmierci zastanawiano się, co zrobić z całym jego dobytkiem i twórczością. Opiekę nad jego dziedzictwem w końcu objęła powstałe specjalnie w tym celu stowarzyszenie. Jest w jego historii coś wzruszającego i smutnego. Wśród wywiadów przeprowadzonych po jego śmierci z ludźmi, którzy go znali, przebija się postać dobrodusznego, prostolinijnego człowieka, o niezwykłej sile charakteru i niezwyciężonej, nieprzerwanej pasji tworzenia. Pomimo trudów, jakie spotykały go na przestrzeni życia w tej nieprzyznanej dla człowieka krainie, z jego rzeźb i obrazów nie sposób nie odebrać jego przesłania, że życie jest dobre. I już.

91760029.jpg

A wieczór i noc po wizycie w domu Samúela Jónssona spędziliśmy w takim oto geotermalnym basenie, całym zupełnie dla nas.

91760030.jpg

91760033.jpg

91760036.jpg

Yashica T3


Fuji Pro 400H

img424.jpg

img439.jpg

img450.jpg

Pierwszego dnia wycieczki właściwie całą drogę odsypiałem nocna zmianę, zakończoną tego samego ranka.

Fuji Pro 400H

img497.jpg

@Saunter tuż przed odlotem na wody międzynarodowe w czasie wojnie dorszowej, 1956 (czarno-białe).

img501.jpg

Nowa, zarówno dla mnie jak i Czarka była także plażą Rauðisandur, czyli dosłownie "czerwona plaża". Jedna z nielicznych, nie-czarnych plaż na Islandii. Niekończąca się przestrzeń momentalnie udziela się swoim spokojem. Wokoło cudowne nic, słodkie, cudowne, kochane nic.

img507.jpg

img508.jpg

img509.jpg

Kodak Pro 100

img573.jpg

img580.jpg

img588.jpg

Analogocepcja!

img592.jpg

img594.jpg

img596.jpg

img599.jpg

Nikon F4


Ilford HP5 400

img359.jpg

Nieczynna już fabryka śledzi w Djúpavíku to kolejne miejsce znane Wojtkowi i Basi z Heimy (:

img360.jpg

img361.jpg

img362.jpg

img365.jpg

img370.jpg

Szlajamy się po Dimmu Borgir.

img383.jpg

Kodak Ektar 100

img533.jpg

img535.jpg

img540.jpg

img558.jpg

img559.jpg

Majestatyczny Dynjandi.

Kodak Portra Pro 160

img465.jpg

img468.jpg

img470.jpg

img474.jpg

img477.jpg

Zakończę ze słynnego KEX Hostel z Wojtkiem na tle Indii! Nie zapomniejczie zajrzeć na blog Basi, gdzie znajdziecie już dwuczęściową (1, 2) relacje oraz... więcej zdjęć, także cyfrowych.. Do przeczytania!

img486.jpg


hikers2.png

Steem-Hikers

Autostop podróże napędzane przez Steem!