Polowanie na zorzę polarną w wielkim wąwozie Ásbyrgi

Mieszkamy z Czarkiem na Islandii już niemal rok, lecz prawdziwą, porządną zorzę widziałem właściwie... raz. I to we wrześniu. A zima, a więc sezon na zorze, powoli dobiega końca... Mieszkanie w stolicy, moc...

9 months ago, comments: 6, votes: 91, reward: $3.78

Mieszkamy z Czarkiem na Islandii już niemal rok, lecz prawdziwą, porządną zorzę widziałem właściwie... raz. I to we wrześniu. A zima, a więc sezon na zorze, powoli dobiega końca... Mieszkanie w stolicy, mocno zanieczyszczającej niebo światłem, brak samochodu (Toyotę Yaris z poprzednich wpisów Czarek sprzedał) i praca na nocne zmiany niestety nie sprzyja obserwacji "świateł północy".

Autor: @saunter

Gdy w końcu prognoza wskazywała dużą aktywność słoneczną, wsuneliśmy buty i szykowaliśmy siędo wyjścia na... autobus. Planowaliśmy pojechać nim do popularnego miejsca wśród lokalsów z Reykjavíku do obserwowania zorzy – latarnię morską. Miejsce to jest tak położone, że łuna światła miasta nie wpływa zbytnio na jasność nieba. Mimo to, wychodziliśmy z lekką rezygnacją, bo wizja tłumów i kilkunastu samochodów nie wróżyła przyjemnej obserwacji nieba. I wtem, gdy otwieramy drzwi, pojawia się przed naszymi oczami znajomy Bartek.

Jedziecie na zorzę?

No i pojechaliśmy z Bartkiem, który posiadał luksus samochodu. Już kilka kilometrów za Reykjavíkiem nieśmiałe, blade smugi na niebie, jakby udające chmury, zaczęły przypominać zielone, tańczące płomienie. Gdy zjechaliśmy z głównej drogi zaczęło się prawdziwe show.

W końcu czuliśmy spełnienie. Zorza o dużej intensywności, sporej powierzchni i zachwycających ruchach. Kilkanaście minut na mrozie i odmarźnięte palce były tego warte. Aurora borealis jest jednak uzależniające, i gdy wskaźnik aktywności słonecznej wskazał duże szanse na kolejne show, nie mogliśmy się powstrzymać od spróbowania po raz kolejny. Tym razem w nieco bardziej niezwykłym otoczeniu...

Wyprawa do Ásbyrgi


Zarowno Czarek jak i ja, gdy zwiedzaliśmy osobno północ Islandii omineliśmy jedno spektakularne miejsce. Wąwóz Ásbyrgi. Powstały rzekomo poprzez odciśniecie kopyta konia Odyna, kanion jest według mnie największym skarbem północnej Islandii, pomijanym przez większość turystów zawitających w tamtych okolicach. Kanion jest ewenementem, gdyż w jego wnętrzu znajduje się rzadki dla Islandii las brzozowy oraz urocze jeziorko. Zgodnie uznaliśmy, że musimy je zobaczyć jeszcze przed opuszczeniem Wyspy Lodu. Wizja zobaczenia tam zorzy towarzyszącej burzy magnetcznej z tego tygodnia była baaaaardzo kusząca. Dość spontanicznie podjeliśmy decyzję o wynajęciu auta i ruszeniu na północ, pomimo zapowiadanego zachmurzenia, które mogło pokrzyżować nam plany.

image.png
Źródło: Google Maps

Trasa była długa i zatrzymaliśmy się właściwie tylko na chwilę w Akureyri na kawę i islandzkiego hot-doga. Do Ásbyrgi dojechaliśmy gdy już się ściemniało, kanion więc był póki co ukryty przed naszym wzrokiem. Tajemniczy czarny okrąg, zakrywający gwiazdy wokół horyzontu zdradzał ogrom tego miejsca. Podobnie jak intensywne echo. Byliśy tutaj sami, był wieczór, niebo póki co czyste, więc z ekscytacją zaczęliśmy przygotowywać się do obserwacji zorzy. I... zorza pojawiła się, ale była znacznie mniej intensywna niż z naszej poprzedniej obserwacji z Bartkiem. Świata były znacznie mniej ostre, prawdopodobnie przez rozrzedzone chmury, praktycznie nieruchome i właściwie białe, gdy patrzyło się na nie gołym okiem. Pas zorzy przecinał całe niebo, ale nie robi to takiego wrażenia, gdy zorza jest blada i rozmazana. Aparat jednak potrafił wyciągnąć ze światła trochę więcej, nie miałęm więc poczucia, że coś tracę, cykająć po prostu zdjęcia w oczekiwaniu na trochę intensywniejsze doznania.

Niestety nie doczekaliśmy się. Zachmurzenie wzmogło się, aktywność osłabła i szykowaliśmy się do snu z lekkim zawodem. Pogoda pokrzyżowała nam plany, a prognoza miała rację. Położyliśmy siedzenia w aucie, nagrzaliśmy trochę w samochodzie i wskoczyliśmy w śpiwory. Co parę godzin przebudzaliśmy się z zimna, zerkająć w nadzieji za okno, a nuż, mająć nadzieję na pozytywne zaskoczenie. Gdy zechciałem włączyć silnik by nagrzać trochę auto... poniosłem sromotną klęskę. Rozładowaliśmy akumulator, brawo! Jakoś dotrzymaliśmy do rana, chwyciliśmy kable rozruchowe i ruszyliśmy drogą w kierunku cywylizacji, chąc machać nimi przy drodze, mająć nadzieję, że kierowcy zrozumieją, czego nam trzeba. Ku naszemu szczęściu, po 5 minutach zmierzał ku nam samochód, prowadzony przez... policjantów. Funkcjonariusze szybko i sprawnie pomogli nam uruchomić silnik i byliśmy uratowani :) Ale, ale, został nam jeszcze kanion do zwiedzenia!

Oprócz zobaczenia Ásbyrgi od środka, warto pójść szlakiem wzdłuż klifów. Dopiero z góry widać, jak wysokie są te strumetrowe klify i jak spora jest to przestrzeń. Dość prosty szlak porkyty śniegiem potrafi dać w kość – czuliśmy nasze łydki i uda do końca dnia.

Półwysep Melrakkaslétta

Będąc w okolicy zrobiliśmy szybki objazd po półwyspie Melrakkaslétta. Określany "najbardziej zapomnianym miejscem na Islandii" jest... strasznie pusty. Właściwie nic tam nie ma. Troszkę ciekawych formacji skalnych przy morzu, a poza tym to pustkowia, ptaki, pusta przestrzeń i dwa niemal wymarłe miasteczka. Przywodzi na myśl jakieś islandzkie, post-apokaliptyczne uniwersum.

image.png

Źródło: nat.is

Być może dlatego postanowiono jakoś to miejsce urozmaicić i wybudowano tutaj... Arctic Henge, tuż obok wioski Raufarhöfn. Tak, to taka północna wersja Stonehenge. Nie została jeszcze ukończona i docelowo na kamieniach mają się pojawić także pryzmaty, rozszczepiające światło o odpowiednich porach dnia... Może i dobrze, że przyjechaliśmy, nim te pryzmaty zamontowano?

Planowaliśmy zostać jeszcze jedną noc, w nadzieji na zorzę, jednak prognoza nadal nie była zbyt obiecująca. Całą noc wracaliśmy do stolicy. Co prawda światła towarzyszyły nam przez niemal całą drogę, niekiedy pokrywałe one niemal całe niebo, ale zachmurzenie znacznie zmniejszało ich intensywność i były niemal całkowicie wyblakłe. Trochę się wykosztowaliśmy, ale przynajmniej zobaczyliśmy upragnione Ásbyrgi. A na kolejne zorze jeszcze trochę okazji będzie! Zostawiam Was z panoramą nocnego Akureyri.


hikers2.png

Steem-Hikers – autostop podróże napędzane przez Steem!